poniedziałek, 7 lipca 2014

10 lipca - 10 listopada 2014

Raz wydaje mi się że to ogrom czasu, innym razem z kolei, jak spojrzę na mapę i przewodniki ta ilość czasu jest śmieszna po prostu. No bo przyślijcie turystę z zagranicy do Polski i zagospodarujcie mu 30 dni tak żeby w miarę poznał kraj i żeby niczego wartościowego nie przegapił.
Wydaje się niewykonalne.
 
Lada dzień wyjeżdżam na kolejne spotkanie z Azją południowo-wschodnią.
W zeszłym roku: Malezja, Tajlandia, Laos i Singapur.
W tym roku: Wietnam, Kambodża, Laos, Sumatra, Jawa, Bali, Filipiny i Borneo.
Bardzo nęci też Tajwan, ale zdaje się że (o ironio) zabraknie czasu. To wszystko w teorii. A w praktyce? Azja i jej realia na pewno będą chciały wtrącić swoje trzy ringgity...

Reisefieber musi być, dobrze się już znamy - lokuje się koło żołądka i zaciska pętlę. Luźną gdy jadę na parę dni w góry, sporo ciaśniejszą gdy skala wyjazdu rośnie.
Plecak spakowany oszczędnie - żeby latał ze mną jako bagaż kabinowy. Najcieplejszym ubraniem jakie zabieram jest koszula z długim rękawem. Żadne kurtki od deszczu nie mają sensu przy skali azjatyckich opadów.

Plan na czwartek-piątek:
Przystanek 1 - przesiadka w Doha.
Przystanek 2 - przesiadka w Bangkoku
piątkowe popołudnie już w Ho Chi Minh City

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz