czwartek, 31 lipca 2014

Tuk tuk, miss?

"Tuk Tuk, miss?" czyli najczęściej slyszana kwestia w Kambodzy. Zaraz po "HeLooooooooooooo!" w wykonaniu machających dzieci, ktorym oczywiscie ochoczo odmachujemy. Rynek odpwiedzial koszulkami dla turystow z napisem "No tuk tuk today and tomorrow". Ale nie sa na gwarancji.
Tuk tuk to motor z zaawansowaną, krytą przyczepą, substytut taksówki. Podobno mieści do sześciu osób, acz to zależy od modelu tuk tuka i pośladków pasażerów. Jak wszędzie o cenę przejazdu trzeba się potargować, a jeśli jeździ się dość często bywa to uciążliwe.


Każda okazja by nie pojechać tuk tukiem jest dobra. Zatem rowerem po starym francuskim mieście Battambang.




Słynna kolejka bambusowa to największa atrakcja w okolicy. Taca z turystami pędzi ok 40 km/h dzięki uniwersalnemu silnikowi skuterowemu. A mijanka? Cóż, obowiązuje zasada większości - mniej liczna ekipa musi zsiąść i ustąpić pierwszeństwa liczniejszej. A że nas było tylko dwie, zsiadalysmy dość często. Ale za to nasz kierowca mial najle.














Stara stacja kolejowa w Battambang
















Z cyklu: Khmer potrafi oraz Khmer kucharzy

A takze: Khmer potrafi kucharzyc


...zwlaszcza jak zamarynuje w zasadzie cokolwiek w zielonym pipeprzu. Mysle ze nawet sandal dal by rade.






Nie wiem czy taka happy...

Do tej pory nie bardzo wiemy o co cho. Najczesciej o smietnik, ale czemu w kotle?



Tankowanie


Florystyka kreatywna i recycling w jednym



Rondo solarzy



Raj dla pidzamowcow

W Kambodzy juz nie musisz chowac swej pidzamki w szafie czy pod poduszka

Glowna bohaterka zdjecia jest pani karmiaca dziecko. Nie byloby w tej scence nic niezwyklego gdyby nie fakt ze jest poludnie, a pani ma na sobie pidzame. Nie choruje ani tez nie ma lenia, nawet nie to ze jest zarobiobna  i nie ma czasu na tak prozaiczne rzeczy jak przebieranki - w rozumieniu miejscowych ludow ona jest ubrana. Tutaj po prostu zestaw koszula plus spodnie w jednolitym kolorze, nawet w misie czy chmurki to stroj do noszenia na co dzien. Wystepuja jeszcze papucie domowe jako stroj "na miasto"ale nie bylysmy dosc bezczelne by je sfotografowac.

Park Osobliwosci


Nadmorska dziura Kep i wycieczka po okolicach Kompotu.


Osobliwych pomnikow ciag dalszy.
Spojrzcie na krzaczek. Tak wialo.

Wioska rybacka

Park Narodowy Bokor

Kosciol katolicki zbudowany przez Francuzow na poczatku XX wieku. Tropikalna wilgoc zdecydowanie przyspiesza uzyskanie efektu vintage.







Przepis na atrakcje turystyczna: wez pustostan, postaw go w gorach i dodaj troche mgly. Efekt murowany.
Ponizej przyklad z opuszczonym hotelem.










To nie szalet. To dawna krolewska stolowka.

Kompot z duriana

Pierwsze słowo w tytule to oczywiście nazwa popularnego napoju z gotowanych owoców. To w słowniku języka polskiego.Tutaj (wymiennie z Kampotem) jest nazwą miejscowości wypoczynkowej 149 km od stolicy.

Uroki azjatyckich autobusow z klimatyzacja. Tak do Kompotu podrozowali wspolpasazerowie. Te stroje nie sa przesada.



Trzecie słowo z tytulu to słynny Król Owoców (królową jest mangostina). Nie wiem jakim sposobem doszedł do władzy, chyba zabił wszystkich konkurentów kolczastą skórką i niedającym się nie odczuć odorem, przez co z resztą ma dożywotni zakaz wstępu do jakichkolwiek środków transportu publicznego, w tym samolotów. Dość że w calej Azji jest uwielbiany, a poddani płacą spore sumy by delektować się jego miąższem. A w Kompocie wystawili mu nawet pomnik z rondem wokol.




Kampot to w ogole miasto rond. Nie ma mniejszego ronda niz Rondo Dmowskiego i jednoczesnie nigdy nie ma ruchu wiekszego niz w niedzielne popoludnie w Wieliszewie.

Kompot jest przeuroczą mieściną, nigdzie nie idzie się dłużej niż piętnaście minut. Przypomina odrobinę tajskie Chiang Rai. Trzy mosty, bulwar nad rzeką, nocna Aleja Frutszejków, nieczynna stacja kolejowa i kameralne więzienie - czego chcieć więcej?
Prężnie działa kółko ekspatów - wydają bardzo sensowny alternatywny przewodnik po okolicy. A pan elektronik zreperował Matce tablet za... jednego dolara.




















Jak zjesc kraba - instrukcja obrazkowa krok po kroku

 1. Pojedz do portu. Interesuja cie wszak swieze kraby. Podejdz do pana w kraciastej koszuli. Powiedz "Fresh crab, how much?" Jak to nie zadziala, powtorz kilka razy, pomachaj troche rekami i pokaz na morze. Cena dla bialasa to 7$/kilo. Mozesz pewnie nieco stargowac. Lub pomyslec "Na Neptuna! Za darmo rozdaja!" i poprosic np o pol kilo, czyli cztery male kraby. Nie licz ze sie tym najesz. Nie przyszedles tu na obiad, tylko zeby zjesc kraba, a to dwie rozne rzeczy.
 2. Poczekaj na swoja porcje.
 3. W tak zwanym miedzyczasie kontempluj sztuke.
 4. Oplacone kraby zanies do Baby na bazarze. Baba za dodatkowe pol dolara je dla ciebie w ok. 10 minut ugotuje.
 5. Zapoznaj sie z posilkiem.





6. A teraz sentymenty na bok, kraby do gara, a gar na piec.




7. Gotowe kraby otrzymujesz w siacie. Nie pomylili sie - to twoje, tylko w procesie obrobki termicznej zrobily sie z niebieskich czerwone.
Do picia polecam sok z trzciny cukrowej z limonka ze straganu obok - koszt pomijalny.
Zasiadasz do stolu z cerata i juz chcesz rozpoczac swa lordowska uczte, ale... jak sie dostac do srodka?? Na szczescie z pomoca przychodza lokalni. Te kraby sa na tyle male, ze nie potrzeba wyrafinowanych otwieraczy, wszystko mozna zalatwic recznie. I znow - jesli oczkami kota ze Shreka spojrzysz na Baby z bazarku, a dla pewnosci popukasz zamknietym krabem w stol - beda wiedzialy o co chodzi i uratuja cie od smierci glodowej. Nie zaprzataj sobie uwagi odnozami. Mieso jest w krabie zasadniczym.



Siata ze skorupami gotowa?

Jesli nie, a minelo wiecej niz 20 minut konsumpcji wlasciwej, to znaczy ze prawdopodobnie jesz homara.


Gratulacje! Mozesz juz isc cos zjesc.