niedziela, 31 sierpnia 2014

Jogja(karta)

Giga kolejki do kolei (weekend?), pałac sultana z kąpieliskiem dla licznych żon i kochanek, grzybki i fasolki oraz miesiąc obchodów odzyskania niepodległości (Merdeka!)

wtorek, 26 sierpnia 2014

Jak zdobyć Górę Szmeru

Znaną bardziej jako Semeru, największy aktywny wulkan na Jawie (3676 m n.p.m).
Najpierw wyobraź sobie hałdę - zwirek pomieszany z piaskiem. Widzisz hałdę? To teraz wyobraź sobie że wpelzasz na taką hałdę przez ponad 5 godzin. Hola! Myślisz ze tak szybko będziesz pomykac? Otóż nie zapominaj, że pełzniesz po hałdzie, czyli dwa kroki w górę to jeden krok osuniecia się ze zwirkiem w dół. A to tylko ostatni etap. I po chwili masz hałdę wszędzie. Nadal zainteresowany?
Przede wszystkim nie daj sobie wmówić ze wejście zajmuje 3-4 dni i absolutnie nie dasz rady szybciej ), i ze bez przewodnika i namiotu, i czekanu, i maski to pewna śmierć.

1. O 7 rano z Malang marszrutką pojedź do Tumpang (3k)
2. W T zrób zakupy- lokalne chińskie zupki, daktyle, owsianki (ok 50k, w zależności od pojemności żołądka i portfela)
3. W przychodni obok wyrób zaswiadczenie lekarskie. Jakiś dzieciak zmierzy Ci ciśnienie i wpisze wynik na papierek z pieczątką (10k)
4. Skseruj paszport (2k)
5. Zjedz śniadanie na bazarze (20k)
6. Zajmij kolejkę do jeepa (przejazd 35-45k/os zależnie od stopnia zapełnienia jeepa)
7. Skseruj ponownie swistki (5k jeśli zapłacisz 13-latkowi o wyglądzie 8-latka żeby to zrobil i tym samym dolozysz mu się do papierosów, 1k jeśli pójdziesz i sam to zrobisz)
8. Pojedź jeepem do Ranyupangi (1h)
Kup bilet do parku narodowego. Ceny z sierpnia 2014: 207k/dzień dla turystów zagranicznych (+100k w weekendy), 17k dla tubylców.
9. Idź do jeziora 2,5h (jeśli jesteś Europejczykiem) lub do 6h (jeśli jesteś miejscowy i lubisz po drodze zapalić. Lub w zasadzie jeśli lubisz siedzieć i palić i w przerwie gdzieś podejść)
10. Rozbij obóz lub idź do kolejnej bazy: Kalimati (1,5h). Wieczorem będzie mniej niż 10st więc spanie nie należy do przyjemności.
11. Z drugiej bazy statystyczna Barbara pełzła na szczyt wspomniane 5h. Statystyczny Austriak wychowany w Alpach - godzinę krócej.
12. Gratulacje! Możesz wysypac zwirek z butów i zjechać po zwirku na dół.

Sen na Jawie

A raczej brak snu. Ale po kolei. Dzisiaj na szlaku na kilka godzin pojawił się towarzysz Adam, który przemierza Indonezje w przeciwnym niz ja kierunku. Nie ma to jak umówić się pod wulkanem - w sumie i tak pewnie łatwiej tam się znaleźć niż nie raz pod Rotundą. Cel: Ijen, aktywny wulkan na wschodniej Jawie buchajacy błękitnymi plomieniami (i oczywiście selfie z płomieniem, bo w płomieniach nie pozwalają 😞).
W skrócie wycieczka wygląda tak: zaczne od razu od drugiego etapu, bo pierwszy to zawsze dojazd (w tym wypadku 6 przesiadek), negocjacje noclegu i transportu. Nieraz najtrudniejszy z etapów - niedoceniany i mało fotogeniczny.
Etap drugi. O 1 w nocy, po drzemeczce w hotelu, wsiadamy z Adamem na motory. Na szczęście to nie my prowadzimy. Po godzinie jazdy, przemarznieci docieramy do bazy pod wulkanem. Placimy cudzoziemska stawkę za wstęp oraz wypozyczamy maski przeciwgazowe. Zapalamy czołówki i idziemy w górę do krateru, po drodze podziwiając nowe dla nas gwiazdy (półkula południowa!). Mijamy tablicę " Turystom do krateru wstęp surowo wzbroniony" i dołączamy do kilkudziesięciu innych osób schodzących w stronę źródła gryzącego dymu. Na dole ćwiczymy zdjęcia w mroku (tryb fajerwerki czy auto?). Dym atakuje teraz tez i oczy, więc wchodzimy na górę. Jest po piątej, zaczyna świtać. Panorama oczywiście powala, ale wiatr wieje, a do domu daleko. Schodzimy do bazy i znów na motory. Kierowca cały czas mnie budził, a mi to w ogóle nie przeszkadzało zasypiac po sekundzie.
8 rano, a wydaje się jak popołudnie. Adam odjeżdża na Bali, a ja po drzemce do Yogyakarty. Sen będzie. W autobusie.

sobota, 23 sierpnia 2014

Bali odczarowane

Po plazowaniu, basenowaniu i parasailingu przyszedł czas by się wreszcie ukulturalnic. Gdzie jak nie w Ubudzie, zachwalanej przez wszystkich stolicy sztuki i zakupow?
Zastanawicie się jak wygląda Ubud w sierpniu? Weźcie Monciak w sierpniu, nieco zwęźcie, a środkiem puśćcie dodatkowo samochody i skutery. Korki są nawet na chodniku. Powiecie - można w każdej chwili wyjechać. Otóż nie jest to takie oczywiste, bo np interesujący mnie transport do jednej dziury na Jawie jest wykupiony na kazdy dzien do końca sierpnia.
Moze chciaz kameralne nocne wejście na wulkan na wschód słońca? Kolejka na szczyt dłuższa niż na Giewont w sezonie.
Zeby nie bylo ze tylko narzekam: tańce balijskie są niesamowite. Mimo że bilety na pokazy są relatywnie drogie, jest to jedna z nie wielu rzeczy tutaj za które bez problemu zaplacilabym i dwa razy tyle.
Za to jutro bez żalu ruszam ku Jawie.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Bali się balii i bali na Bali

Z wymienionych wcześniej powodów dostawa szczegółowszych relacji jak się ślimaczyła, tak się dalej ślimaczy.
Po wyjeździe z Siem Reap dotarłyśmy do Rangunu (zwanego Yangoonem) - stolicy Birmy (lub Myanmaru, ale sami obywatele wolą tę pierwszą nazwę). Stolica obficie polała nas deszczem i szybko wypędziła do Mandalay - jednej z wielu bylych stolic. Dalej na północ Plyn Oo Lwyn: prawdopodobnie najpiękniejszy park/ogród botaniczny w ogóle, może śmiało konkurować np z Singapurem, a Singapur to nie pierwsza liga - to ekstraklasa.
Po tych paru dniach zatesknilysmy za starymi kamieniami. Przyszedł czas na Bagan, czyli tutejszy Angkor Wat, z tym że położony bardziej na pustyni niż w dżungli (były kaktusy). Są też bardzo skuteczni sprzedawcy dóbr wszelakich. Gdyby nie ja, Matka do dzisiaj dopinałaby walizkę. Z Baganu do Kelawu - wioski z której wyruszają piesze wędrówki przez góry nad jezioro Inle. Kolejne trzy dni były niesamowite - wędrówka wśród pól ryżowych, absolutnie genialne jedzenie na modłę indyjską - curry dyniowe rządzi. Nocleg w wiosce w chatce na palach, a drugi w starym monastyrze. W tej kulturze to możliwe - w świątyni można jeść, spać, grać w gałę, kręcić bączki, a wieczorem obejrzeć z mnichami birmańską "Brzydulę".  Nie wolno tylko siedzieć ze stopami skierowanymi bezpośrednio w stronę wizerunku Buddy.
Po trzech dniach bez bieżącej wody wpływamy łodzią na jezioro Inle. Kolejne dwa dni leczymy zakwasy i pedałujemy po okolicy.  Zdecydowanie nie jestem koneserem wina, ale wino birmańskie z definicji musi być szczytem hipsterki. A pite w winnicy z widokiem na jezioro, do której własnonożnie się wdrapałeś, jest poza wszelką skalą, bez względu na subiektywne wszak doznania smakowe.
Półtora dnia na reset w KL - pranie, pakowanie, pożegnania i rozstania: jedni polecieli do Warszawy, drudzy na Bali.
Drudzy spędzili dzień w Sanurze, kurorcie "z ludzką twarzą".
Pierwsze wrażenie? Czyste, żywe kolory, jak z reklam drukarek. Praktycznie każdy kto ma kontakt z turystami mówi po angielsku. Ale nie to że liczebniki - B1 to standard. I tak jak dzieci w Kambodży miały do perfekcji opanowane słówko "helooo!!!", tak na Bali potrafią do tego zapytać dokąd idę, jak mam na imię i skąd jestem. Jest czysto, a przynajmniej czysciej. Acz dziury na wyspie dawno nie widziały drogi.
Okazuje się też, że można w Azji zrobić kanapkę z dojrzałym pomidorem. Co więcej, zrobić ją z bajgla! Bo lokalne żarcie lokalnym żarciem, ale jak przez miesiąc codziennie jesz smażony ryż, a na śniadanie jest jajko i tosty to zaczynasz marzyć o pizzy i owsiance. I tutaj to jest możliwe.
Zdjęcia z Birmy dotrą na bloga być może w ciągu tygodnia, jeśli balijskie technologie pozwolą.
Dzisiejsza i wczorajsza noc na wyspie Lembongan - trzeba bardzo dużo razy kliknąć plusik w Google maps żeby ją dojrzeć. Ale wystarczy w Sanurze wsiąść na prom i można nawet dotknąć.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Syjam zwyciężony

W języku Khmerów: Siem Reap, czyli pod wieloma względami najważniejsze miasto w Kambodży. Swoją pozycję zawdzięcza oddalonemu o kilka kilometrów kompleksowi świątyń Angor Wat.

Ceny większości usług wzrosły niemal dwukrotnie w porownaniu z resztą kraju.

Samo Siem Reap składa się właściwie wyłącznie z infrastruktury turystycznej - hoteli, SPA (SPAwów? SPAmów?) knajp, bazarów i bazarków oraz postojów tuk tuków.

Sam Angkor Wat składa się wyłącznie ze starych kamieni.





A wielkie toto, panie! Sama tak zwana mala petla wokol najwiekszych z najwiekszych ma 26 km. Jak z tym zyc?
Mozna rowerem (jak my). Z wyjatkiem dni deszczowych ta opcja zawsze bedzie wyprzedzac wszystkie pozostale. Parkujesz wszedzie, pod samym wejsciem i za darmo, co istotne podjezdzasz tez pod wejscia toalet, ktore sa (to juz duzy plus), acz  zawsze oddalone spory kawalek od wszystkiego.
A w newralgicznych miejscach wyprzedzasz nawet skutery i tuk tuki.

Mozna tez busem... choc jak widac sporo osob wpadlo na ten pomysl. 




Mozna i na sloniu. Slon ma ten plus ze z wiadomych wzgledow jest pojazdem uprzywilejowanym.
A nawet helikopterem czy balonem by zanadto nie tloczyc sie wsrod plebsu.


Mozna niesmiertelnym tuk tukiem...

Picasso by sie wzruszyl

Oblicza Angkor Wat

Jakies dwa tygodnie opoznienia w relacji sie wytworzyly. Byc moze dlatego ze w pustyni i w puszczy jest slabe wifi.
Tymczasem: zdjecia z Angkor Wat. A my po ulewnym Rangunie, meczacym Mandalay i rowerowym Baganie i na deser trzydniowym przejsciu przez gory dotarlysmy nad jezioro Inle. I po rzuceniu sie na prysznic rownie ochoczo rzucilysmy sie do klawiatur.






piątek, 1 sierpnia 2014

River cruise

Tak sie podrozuje z Battambang do Siem Reap! Mozna dwa razy szybciej i cztery razy taniej droga, ale drogi sa takie mainstreamowe...




Kapoki na swoim miejscu. Zeby sie tylko nie pobrudzily!

Kapitan na swoim miejscu.