Internety hulają, pora więc na dawno zapowiadane uzupełnienie zdjęć. Na początek: Rangun.
Nie był łaskawym miastem. Polewał nas monsunem długo i namiętnie przez 90% spędzonego w nim czasu. Ale co robić? Przyjechane, trza zwiedzać...
 |
| Widoki z okna hotelu nie powalały wdziękiem... |
 |
| Wspomnienie po koloniach |
 |
| Marto, w Birmie takie stołeczki to standard! |
Wycieczka do warzywniaka
 |
| Rambutany, lub inaczej: włochate truskawki |
 |
| Granaty |
 |
| Dragon fruits |
 |
| Nie patrz na żarówkę! Patrz na STOPY! |
 |
| Na to patrzę |
 |
| Sprzęt do podziwiania bogactwa detali |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz