niedziela, 2 listopada 2014

Kapit Longhouses

Z Miri pojechalam do Sibu. Z Sibu popłynęłam do Kapit (boję sie nawet spytać gugla ile to kilometrów razem) by tam na rynku miejskim rozpytać o te legendarne długie domy - wsie na palach tworzące jeden długi dom. Może tam mieszkać nawet około stu osób. A jak można się komuś wpakować do domu, wiadomo - tam jadę.

Łatwo nie było, ale dotarłam do ginącego malezyjskiego dziedzictwa. Dopiero potem przeglądając internety dowiedzialam się, jak bardzo jest ginące, i poczułam się prawie jak Martyna W. Hej, czy Martyna W. była w Kapit? Nie pamiętam takiego odcinka.









Borneańska Amazonka


















Najlepsze w całej wycieczce było to, że poza oczywistym skasowaniem ode mnie tajemniczej opłaty wioskowej, absolutnie nikogo nie obchodziła moja obecność. Nikt nie tańczył, nie wyciągnął piszczałki, nie próbował sprzedać mi ręcznie tkanego dywanika łazienkowego ani nie przebrał się naprędce w tradycyjny strój. No nawet pies mnie nie obszczekał.




Nadal czekasz na telefon od headhuntera?



A Malaj siedzi, i RĘCZNIE wyplata taką sieć. Cały dzień.







Wybaczcie fatalne zdjęcie ale to jedyne jakie mam tego "kombajnu"














Garaże








Tak w tej chwili wygląda większość longhałsów...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz