wtorek, 26 sierpnia 2014

Sen na Jawie

A raczej brak snu. Ale po kolei. Dzisiaj na szlaku na kilka godzin pojawił się towarzysz Adam, który przemierza Indonezje w przeciwnym niz ja kierunku. Nie ma to jak umówić się pod wulkanem - w sumie i tak pewnie łatwiej tam się znaleźć niż nie raz pod Rotundą. Cel: Ijen, aktywny wulkan na wschodniej Jawie buchajacy błękitnymi plomieniami (i oczywiście selfie z płomieniem, bo w płomieniach nie pozwalają 😞).
W skrócie wycieczka wygląda tak: zaczne od razu od drugiego etapu, bo pierwszy to zawsze dojazd (w tym wypadku 6 przesiadek), negocjacje noclegu i transportu. Nieraz najtrudniejszy z etapów - niedoceniany i mało fotogeniczny.
Etap drugi. O 1 w nocy, po drzemeczce w hotelu, wsiadamy z Adamem na motory. Na szczęście to nie my prowadzimy. Po godzinie jazdy, przemarznieci docieramy do bazy pod wulkanem. Placimy cudzoziemska stawkę za wstęp oraz wypozyczamy maski przeciwgazowe. Zapalamy czołówki i idziemy w górę do krateru, po drodze podziwiając nowe dla nas gwiazdy (półkula południowa!). Mijamy tablicę " Turystom do krateru wstęp surowo wzbroniony" i dołączamy do kilkudziesięciu innych osób schodzących w stronę źródła gryzącego dymu. Na dole ćwiczymy zdjęcia w mroku (tryb fajerwerki czy auto?). Dym atakuje teraz tez i oczy, więc wchodzimy na górę. Jest po piątej, zaczyna świtać. Panorama oczywiście powala, ale wiatr wieje, a do domu daleko. Schodzimy do bazy i znów na motory. Kierowca cały czas mnie budził, a mi to w ogóle nie przeszkadzało zasypiac po sekundzie.
8 rano, a wydaje się jak popołudnie. Adam odjeżdża na Bali, a ja po drzemce do Yogyakarty. Sen będzie. W autobusie.

1 komentarz:

  1. Baśka!Ja Ci dam włazić do krateru!!!Żeby to było ostatni raz!! Wielkie całusy z Sokole Kuźnicy be kraterów ale za to z grzybami.Ciotka.

    OdpowiedzUsuń